Zmiana ustawy o wyposażeniu morskim

Dnia 2 grudnia 2016 r. Sejm przyjął ustawę o wyposażeniu morskim, która określa zasady przeprowadzenia oceny zgodności wyposażenia morskiego i obowiązków jego producentów.

Ustawa, której projekt przygotowany został przez Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej jest ustawą techniczną implementującą przepisy prawa Unii Europejskiej.

Zgodnie ze stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, nowe przepisy mają zapewnić jednolite stosowanie zasad związanych z nadzorem nad rynkiem wyposażenia morskiego, a nadto określać zasady przeprowadzenia oceny zgodności z wymaganiami dotyczącymi wyposażenia morskiego i obowiązków jego producentów. Ponadto ustawa reguluje również zasady i tryb autoryzacji jednostek oceniających zgodność wyposażenia morskiego, a także sposób notyfikacji tych jednostek oraz zasady funkcjonowania systemu nadzoru rynku nad wyposażeniem morskim. Wdrożenie powyższych zmian i dostosowanie przepisów do wymogów unijnych ma na celu wprowadzenie aktualnych standardów i wymagań dla polskich producentów co umożliwi im prowadzenie konkurencyjnej działalności na rynku unijnym.

Przyjęta ustawa wprowadza wreszcie istotne zmiany dotyczące sankcji za nieprzestrzeganie przepisów o wyposażeniu morskim. Mianowicie, dotychczasowa odpowiedzialność karna (a ściślej chodzi o grzywny nakładane w trybie przepisów o wykroczeniach) zostanie zastąpiona karami administracyjnymi nakładanymi w drodze decyzji. Kary będą nakładane na podmiot gospodarczy, a ich wysokość została określona kwotowo – w zależności od czynu, przy czym  maksymalna wysokość kary została ustanowiona w wysokości 100 tys. zł.

Proponowane przepisy zastąpią dotychczas obowiązującą ustawę z 20 kwietnia 2004 r. o wyposażeniu morskim, przy czym nowa ustawa została już w ostatnim tygodniu 2016 r. podpisana przez Prezydenta i obecnie czeka na ogłoszenie.

Zmiany Konwencji MLC już od stycznia 2017 r.

Z dniem 29 listopada 2016 r. weszła w życie ustawa o ratyfikacji poprawek do Konwencji o pracy na morzu (ang. Maritime Labour Convention 2006 – tzw. Konwencja MLC), regulującej kwestie wzajemnych praw i obowiązków armatorów i zatrudnianych przez nich marynarzy.

Poprawki do przedmiotowej konwencji mają na celu korzystniejsze uregulowanie sytuacji, która może nastąpić w przypadku porzucenia marynarza przez armatora oraz rozszerza dotychczasowe wymagania wobec armatorów w zakresie zabezpieczenia finansowego mającego na celu rekompensatę roszczeń w przypadku śmierci lub długotrwałej niepełnosprawności powstałej w wyniku wypadku przy pracy lub choroby zawodowej osób zatrudnionych na jednostkach morskich.  Ponadto przyjęcie nowych rozwiązań ma ujednolicać standardy pracy i życia marynarzy na statkach, zapewniając im ochronę̨ warunków pracy we wszystkich aspektach.

Nowe przepisy Konwencji MLC nakładają na każde Państwo obowiązek zapewnienia odpowiedniego systemu zabezpieczeń finansowych (np. w postaci zabezpieczenia społecznego, ubezpieczenia komercyjnego czy też funduszu krajowego). Zabezpieczenia te będą pokrywać m. in. zaległe wynagrodzenia za prace oraz inne świadczenia należne marynarzowi od armatora zgodnie z umową o pracę, odpowiednim układem zbiorowym pracy lub ustawodawstwem krajowym Państwa, którego banderę statek podnosi. Ponadto pomoc obejmować będzie również wszystkie uzasadnione wydatki poniesione przez marynarza, w tym koszt repatriacji, jak również podstawowe potrzeby marynarza, w tym odpowiednią żywność, ubranie, zakwaterowanie, zapasy wody pitnej, paliwo niezbędne do przetrwania na pokładzie statku, czy podstawową opiekę medyczną.

Co więcej, poprawka gwarantuje marynarzom ochronę przed ponoszeniem finansowych konsekwencji ich choroby, uszkodzenia ciała lub śmierci, jeśli zdarzenia te nastąpiły w związku z ich zatrudnieniem. Konwencja ustala minimalne wymagania dla ustawodawstwa krajowego i przepisów w zakresie zabezpieczenia finansowego na pokrycie wypłat wszelkich roszczeń́ wynikających z ww. zdarzeń. Zmiana ta wprowadza również̇ obowiązek przewożenia na statku, w miejscu widocznym dla marynarzy, dokumentu poświadczającego posiadanie przez nich zabezpieczenia oraz określa wzór takiego dokumentu.

Poprawki Konwencji MLC, nawet mimo ich wcześniejszej ratyfikacji w Polsce, ostatecznie wejdą w życie 18 stycznia 2017 r., z uwagi na wymogi przewidziane postanowieniami Konwencji.

Rozszerzenie zakresu obowiązywania systemu viaTOLL

Z dniem 1 października 2016 r. weszły w życie zmiany dotyczące rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 22 marca 2011 r. w sprawie dróg krajowych lub ich odcinków, na których pobiera się opłatę elektroniczną, oraz wysokości stawek opłaty elektronicznej (dalej: „Rozporządzenie”).

Powyższa nowelizacja – o istotnym znaczeniu w szczególności dla przewoźników posiadających pojazdy samochodowe lub zespoły pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 tony oraz autobusy niezależnie od masy całkowitej – skutkuje przyłączeniem kolejnych ok. 150 km dróg krajowych, w tym 82 km autostrad oraz 68 km dróg ekspresowych, do działającego w Polsce elektronicznego system poboru opłat za przejazd drogami krajowymi  (system viaTOLL).

Dla porządku przypomnijmy, że jest to już siódme rozszerzenie systemu, które po raz kolejny realnie zwiększa koszty przejazdu dla przewoźników.

Zgodnie z nowym brzmieniem Rozporządzenia – rozszerzenie systemu obejmie następujące odcinki dróg:

  • autostrada A1 na odcinku węzeł Łódź Północ – węzeł Tuszyn (ok. 40,7 km);
  • autostrada A4 na odcinku węzeł Rzeszów Wschód – węzeł Jarosław Zachód (ok. 41,3  km);
  • droga ekspresowa S1 na odcinku węzeł Bielsko-Biała Mikuszowice – węzeł Żywiec Browar (ok. 18,1 km);
  • droga ekspresowa S3 na odcinku węzeł Miękowo – węzeł Goleniów Północ (ok. 4,1 km);
  • droga ekspresowa S6 na odcinku węzeł Nowogard Zachód – węzeł Nowogard Wschód (ok. 7,2 km);
  • droga ekspresowa S8 na odcinku skrzyżowanie z drogą powiatową nr 1971D – węzeł Wrocław Południe (ok. 3,3 km);
  • droga ekspresowa S8 na odcinku węzeł Rzgów – węzeł Łódź Południe (ok. 5,1 km);
  • droga ekspresowa S8 na odcinku węzeł Paszków – węzeł Opacz (ok. 9,4 km);
  • droga ekspresowa S8 na odcinku węzeł Powązkowska – węzeł Modlińska (ok. 4,6 km);
  • droga ekspresowa S17 na odcinku Michałówka (skrzyżowanie z drogą powiatową nr 1319W) – węzeł Garwolin Południe (ok. 10,9 km);
  • droga ekspresowa S74 na odcinku węzeł Kielce Bocianek – Cedzyna (połączenie z drogą krajową nr 74) (ok. 5,3 km).

Tekst nowego rozporządzenia znajdziecie Państwo tutaj.

Upadłość „HANJIN” – i co dalej? Konsekwencje dla frachtujących i stron umowy sprzedaży (Część 1)

Trzeba zacząć od tego, że sytuacja spółki „Hanjin Shipping Co. Ltd” (dalej: „Hanjin”) jest dynamiczna i dopiero kolejne miesiące pokażą, czy spółka ta wyjdzie z sytuacji obronną ręką – np. poprzez przejęcie przez inną firmę, względnie przez dokapitalizowanie. Jest więc za wcześnie, aby przewidzieć, jaki finał spotka koreańskiego przewoźnika. Jednakże, dla tysięcy przedsiębiorców – w tym także polskich – problem istnieje tu i teraz, bo wciąż ogromna ilość kontenerów z towarami znajduje się „na morzu” albo utknęła w którymś z portów, względnie trafiła tam, gdzie trafić nie powinna. Oto scenariusze, z jakimi spotykamy się w praktyce.

 

Kontener z towarem zatrzymany w porcie

Żeby dobrze zrozumieć na czym polega problem z postępowaniem upadłościowym „Hanijn”, trzeba wziąć pod uwagę fakt, że gdy tylko jasnym stało się, że koreański armator ma problemy z wypłacalnością, wszyscy jego wierzyciele podjęli nadzwyczajne kroki, aby maksymalnie szybko zabezpieczyć odzyskanie swych należności, a przynajmniej zwiększyć szanse na odzyskanie jakichkolwiek kwot.

Zarządcy terminali kontenerowych w niemal wszystkich portach świata zaczęli obawiać się, że armator nie ureguluje opłat za korzystanie z portu, w tym przede wszystkim należności za postój i obsługę tysięcy kontenerów. Oczywiście dotyczyło to przede wszystkim tych jednostek kontenerowych, które już znalazły się na terminalu, bo albo zostały wyładowane ze statku (i czekały na podjęcie) albo dopiero miały być załadowane na statek, względnie zostały zwrócone jako puste (po odebraniu ładunku). Jak pokazuje praktyka naszej Kancelarii, rozwiązania stosowane przez porty w celu zabezpieczenia roszczeń były przeróżne. Pomijając oczywiste przypadki aresztu statków grupy „Hanjin” w różnych portach świata, czy sytuacje, w których odmawiano wejścia statkom do danego portu w obawie, że raz wyładowane kontenery (oraz sam statek) wygenerują koszty, których nie będzie potem komu pokryć, przedmiotem szczególnego zainteresowania ze strony wierzycieli stały się same kontenery. W części wypadków, operatorzy terminali próbowali stosować „zastaw” na jednostkach kontenerowych, przy czym słowo zastaw zostało wzięte w cudzysłów, bo z prawnego punktu widzenia w grę wchodzić mogą w rzeczywistości różne instytucje, które – w zależności od danej jurysdykcji – uprawniają do zatrzymania kontenera na zabezpieczenie (przywilej, prawo zatrzymania, orzeczenie sądu o udzieleniu zabezpieczenia poprzez zajęcie, etc.). Bez względu na nazwę, efekt dla właściciela towaru, czy mówiąc dokładniej gestora ładunku (o czym niżej) jest jednak podobny: nie można dostać się do towarów znajdujących się wewnątrz kontenera. A przynajmniej nie za darmo.

Problem warto opisać na przykładzie. Polski eksporter (sprzedawca) towaru sprzedaje swój produkt na warunkach Cost, Insurance & Freight, zawierając umowę przewozu ładunku morzem i opłacając fracht za transport z Europy do Azji. W trakcie przeładunku towaru na kontenerowiec oceaniczny w jednym z największych europejskich portów kontenerowych, zarządca terminalu odmawia załadunku towaru i oświadcza, że zatrzymuje kontener (z towarem w środku) na zabezpieczenie swych roszczeń względem armatora. Oczywiście, można rozpocząć działania prawne zmierzające do zwolnienia samego ładunku, ale to wymaga czasu – w optymistycznym wariancie, liczonego najczęściej w tygodniach. Tymczasem, odbiorca w Azji oczekuje, że zakupiony przez niego ładunek trafi do portu przeznaczenia najszybciej, jak to możliwe, bo każdy dzień opóźnienia może generować u niego straty – zwłaszcza w razie planowanej wcześniej dalszej odsprzedaży na rzecz kolejnego kupującego (na marginesie: w rekordowych przypadkach znanych nam w praktyce, towar od momentu załadowania na statek do wyładunku w porcie docelowym, był przedmiotem dalszej sprzedaży… ponad 100 razy (!)). Czas przestoju kontenera z ładunkiem w porcie pracuje więc na niekorzyść stron umowy sprzedaży.

 

Zwolnienie kontenera po wpłacie „depozytu”

W portach wyładunkowych w Azji często stosowanym rozwiązaniem jest „depozyt” wpłacany przez odbiorcę na rzecz portu – często w równowartości kilkudziesięciu tysięcy złotych. Bez jego otrzymania zarządca terminalu zwykle odmawia wydania kontenerów obawiając się (skądinąd nie bezpodstawnie), że od przewoźnika swoich należności już nie uzyska. Lokalne uwarunkowania i uznanie portu decydują o tym, czy „depozyt” jest zwracany, czy też nie, przy czym sprawdzonym przez naszą Kancelarię rozwiązaniem było wynegocjowanie zwalniania kontenerów partiami w ramach tego samego depozytu, co pozwalało uniknąć wpłaty depozytu za kilkadziesiąt kontenerów jednocześnie – tym bardziej, że nie ma gwarancji późniejszego, szybkiego odzyskania tej kwoty. Tym samym, tylko pewna kwota (konkretnie równowartość depozytu za dwa kontenery) była w ryzyku odbiorcy, co z punktu widzenia wartości towaru było atrakcyjnym i relatywnie bezpiecznym wariantem. Rozwiązanie każdego z takich problemów musi być jednak poprzedzone dokładną analizą prawną każdego przypadku, koordynacją działań ze spedytorem lub lokalnym agentem, delikatnym podejściem do negocjacji z operatorem terminalu, a najczęściej także – z drugą stroną umowy sprzedaży. Nie istnieje jeden, powtarzalny scenariusz, bo i polityka portów zmienia się z tygodnia na tydzień.

 

Zwolnienie kontenera po zaspokojeniu należności terminalu

Trzeba otwarcie powiedzieć, że część zarządców terminali kontenerowych doskonale zadaje sobie sprawę z tego, że któraś ze stron sprzedaży jest żywo zainteresowana jak najszybszym rozwiązaniem problemu i będzie wolała ponieść dodatkowe koszty, byleby tylko towar szybciej trafił do odbiorcy, zamiast angażować się w spór prawny. Dlatego też w niektórych portach zarządcy stawiają sprawę jasno: pozwolimy na przeładunek towaru z zajętego kontenera „Hanjin”, do jednostki kontenerowej innego armatora, co pozwoli na jego wysłanie do odbiorcy, ale tylko po zapłaceniu kosztów terminalowych (przede wszystkim postoju) przez stronę zainteresowaną przeładunkiem.

Problem polega na tym, że łączne opłaty, które trzeba uiścić za umożliwienie przeładunku sięgają w niektórych europejskich portach co najmniej kilku tysięcy euro, a zarządcy (operatorzy) zastrzegają, że za każdy kolejny dzień zwłoki będą naliczać przestojowe po stawce rzędu kilkuset euro. To musi budzić zdziwienie, bo jeśli kontener jest na terminalu dopiero kilka dni, to tego typu kwoty są niezwykle wygórowane i zupełnie nie przystają do zwykłych stawek demurrage’owych.

Okazuje się bowiem, że w związku z postępowaniem upadłościowym „Hanjin” wiele terminali w trybie natychmiastowym przestało stosować dotychczasowe uregulowania dotyczące stawek demurrage czy detention i w miejsce tego wprowadziły opłaty według własnej, bardzo wysokiej taryfy. Teoretycznie frachtujący (np. polski eksporter towaru na warunkach CIF) mógłby się sprzeciwić i argumentować, że według warunków zawartej przez niego umowy przewozu, stawki demurrage za pierwsze siedem dni powinny wynosić np. 30 EUR/dziennie. Tyle, że w praktyce ten zarzut musiałby zostać zaadresowany do przewoźnika, który obecnie nie jest w stanie doprowadzić do zwolnienia swoich kontenerów w porcie – chyba, że uzyska np. stosowne zezwolenie sądu, wzorem tego, otrzymanego od Sądu Upadłościowego w USA (ściślej: United States Bankruptcy Court for the District of New Jersey). Szanse na to są jednak niewielkie w przypadku większości portów, a w każdym razie procedura ta byłaby kosztowna i czasochłonna na tyle, by zniechęcić mniejsze podmioty od podejmowania takiej próby.

Polski eksporter staje więc przed sytuacją, w której nie może zmusić przewoźnika do wykonania zawartej umowy przewozu (i to często pomimo zapłaconego już frachtu), a jednocześnie terminal kontenerowy konsekwentnie odmawia dostępu do towaru – w tym zezwolenia na jego przeładunek – o ile nie otrzyma opłaty rzędu co najmniej kilku tysięcy euro. Można się zastanawiać, dlaczego eksporter, jeśli nawet jest gotowy pokryć wszelkie koszty terminalowe, musi płacić kwoty wielokrotnie większe, niżby to wynikało z czasu postoju kontenera w porcie. W mojej ocenie część zarządców terminali założyła, że i tak poniesie straty, bo za niektóre kontenery nie zapłaci ani przewoźnik, ani frachtujący. Ten ostatni, jeśli jest jednorazowym klientem z mało przystępnej jurysdykcji (jak np. niektóre Państwa południowej Azji) może zdecydować się porzucić ładunek – zwłaszcza jeśli przedstawia on niewielką wartość, mniejszą niż suma należności dla terminalu. Zarządcy terminali mogli więc przypuszczalnie uznać, że koszty i ryzyko tych transakcji należy w maksymalnym stopniu przerzucić na wypłacalnych klientów – by zminimalizować i tak nieuniknione straty. De facto więc wypłacalni i bardziej przymuszeni okolicznościami gestorzy ładunku, będą „zrzucać się” na tych, którzy unikną płatności na rzecz terminalu, a przynajmniej nie spieszą się obecnie z płatnością.

 

Czy porzucenie kontenera jest rozwiązaniem?

Dla części podmiotów – w tym przywołanego w przykładzie polskiego eksportera – pozornie kuszącym wariantem może być porzucenie towaru, zamiast ponoszenia dodatkowych kosztów. Przede wszystkim, opłaty żądane przez terminal kontenerowy za przeładunek do innego kontenera mogą być liczone w tysiącach euro. Gdy dodamy do tego jeszcze fracht dla nowego przewoźnika (który ma dokonać przewozu, którego „Hanjin” już nie wykona pomimo otrzymania frachtu), to łączne koszty wyekspediowania towaru mogą znacznie przekraczać jego wartość. Logicznie rzecz biorąc, skoro z uwagi na szczególną sytuację jaką jest postępowanie upadłościowe koreańskiego armatora, każdy dąży do minimalizowania swoich strat bez oglądania się na innych (vide: opisane wyżej wygórowane opłaty terminalowe), to równie bezwzględnie mogą zachować się frachtujący, przerzucając problem z powrotem na terminal. W końcu, gdy „Hanjin” towaru z terminalu nie zabierze, a frachtujący nie zapłaci za postój kontenera lub jego przeładunek, to port musi w jakiś sposób zagospodarować kontener z ładunkiem na bliżej nieokreślony czas. Dla efektu skali wystarczy taki kontener przemnożyć przez kilkuset frachtujących skłonnych do porzucenia ładunku i oto terminal stoi przed nie lada problemem.

Za zastosowaniem powyższego rozwiązania może też przemawiać sama umowa sprzedaży – zwłaszcza jeśli problem pojawił się w porcie przeładunkowym, a polski eksporter sprzedający na warunkach CIF załadował towar np. w Gdyni i wykonał swe obowiązki dotyczące nadania towaru do przewozu (więcej o relacji sprzedający-kupujący w drugiej części opracowania). Teoretycznie sprzedawca mógłby więc przyjąć, że problem już go nie dotyczy, a towar nie jest wart inwestowania kolejnych sum i lepiej porozumieć się z kupującym odnośnie przesłania nowej partii ładunku – bez płacenia czegokolwiek operatorowi terminalu, który zatrzymał kontener „Hanjin”.

Dziś nie wiemy jeszcze jak zachowają się zarządcy terminali kontenerowych w takich sytuacjach, ale trzeba być niezwykle ostrożnym przy decydowaniu się na powyższy wariant. Dochodzenie roszczeń – zwłaszcza w ramach państw Unii Europejskiej – nie jest skomplikowane. Jeśli więc polski eksporter ładunek porzuci, a terminal naliczy przez kolejne tygodnie opłaty rzędu kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu tysięcy euro, to kwoty tej prawie na pewno nie uda się zaspokoić ze sprzedaży porzuconego ładunku (o ile zarządca terminalu taką przeprowadzi). Pozostanie więc do zapłaty spora kwota, którą podmiot zarządzający terminalem może chcieć ostatecznie obciążyć frachtującego/właściciela ładunku. Nieformalnie mówi się już o tym, że prawnicy portów w poszczególnych jurysdykcjach usiłują stosować różne podstawy prawne dla zbudowania roszczenia względem gestora ładunku (poszukując źródła odpowiedzialności w przechowaniu, prowadzeniu cudzych spraw bez zlecenia, bezumownym korzystaniu itp.). Polski eksporter musi więc przynajmniej uwzględnić ryzyko, że porzucenie towaru na obecnym etapie może w przyszłości wiązać się z roszczeniem ze strony terminalu kontenerowego o zapłatę wielotysięcznych należności. Jak wspomniałem wyżej, ryzyko będzie relatywnie większe w przypadku portów europejskich, bowiem z uwagi na przynależność Polski do UE bariera jurysdykcyjna jest stosunkowo mniejsza, a kwota już choćby kilku tysięcy euro może zachęcać do procesowania się z frachtującym lub właścicielem towaru (jeśli nie są jednym i tym samym podmiotem). O najlepszym możliwym rozwiązaniu znowu decydować będą okoliczności danego przypadku, w tym ilość i wartość towaru, wysokość opłat naliczonych przez terminal czy ustalenia z drugą stroną umowy sprzedaży.

 

W kolejnej części poruszona zostanie m.in. kwestia wyładunku kontenerów „Hanjin” w innym porcie, niż docelowy, a także wyjaśnimy nieco szerzej niektóre uwarunkowania prawne w relacji sprzedający-kupujący.

 

Nowe rozporządzenie MGMiŻŚ w sprawie jachtów morskich

Z dniem 21 września 2016 r. wchodzi w życie  rozporządzenie Ministra Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej z 12 sierpnia 2016 r. w sprawie inspekcji jachtów morskich, instrukcji bezpieczeństwa jachtu morskiego i wzoru karty bezpieczeństwa jachtu morskiego.

Powyższe rozporządzenie reguluje kwestie przeprowadzania inspekcji jachtów morskich, w zależności od jego parametrów oraz przeznaczenia, określa wytyczne dotyczące instrukcji bezpieczeństwa jachtu morskiego, a także procedurę weryfikacji przez organ inspekcyjny opracowania  instrukcji bezpieczeństwa jachtu morskiego oraz związane z tym konsekwencje dotyczące prowadzonej działalności lub uprawianej żeglugi.

Rozporządzenie zawiera dwa załączniki: pierwszy  wskazuje elementy, jakie zawiera instrukcja bezpieczeństwa jachtu morskiego, oraz wytyczne dotyczące opracowywania oraz stosowania instrukcji bezpieczeństwa jachtu morskiego, drugi zaś stanowi wzór karty bezpieczeństwa jachtu morskiego.

Tekst rozporządzenia znajdziecie Państwo tutaj.

Przepisy o formie dokumentowej – usankcjonowanie dotychczasowej praktyki

Informatyzacja społeczeństwa stale wymusza przeorganizowanie otaczającej nas rzeczywistości – również prawnej. Zmiany w kodeksie cywilnym odnoszące się do form czynności prawnych i wprowadzające zupełnie nową formę opartą o prawo niemieckie – formę dokumentową -jest odpowiedzią na potrzeby obrotu gospodarczego.

Omawiana forma stanowi nowy typ formy szczególnej, mniej sformalizowany niż forma pisemna co znajduje wyraz głównie w rezygnacji z konieczności złożenia własnoręcznego podpisu, a co za tym idzie – stanowi ona odrębną formę od formy pisemnej czy też formy elektronicznej.

Zgodnie z brzmieniem nowego art. 772 Kodeksu cywilnego, do zachowania formy dokumentowej czynności prawnej wystarcza złożenie oświadczenia woli w postaci dokumentu, w sposób umożliwiający ustalenie osoby składającej oświadczenie.

Ustawodawca, by rozwiać wszelkie wątpliwości co do pojęcia dokumentu wprowadza jego definicję legalną w art. 773 Kodeksu cywilnego: dokumentem jest nośnik informacji umożliwiający zapoznanie się z jej treścią.

Obydwa przepisy statuują konstytutywne przesłanki jakie należy spełnić by móc określić coś mianem formy dokumentowej.

Pierwszą z przesłanek jest nośnik informacji, który pozwoli zapoznać się z treścią złożonego oświadczenia woli. Treść dokumentu może zostać zatem dowolnie ujawniona (np. znaki graficzne, dźwięk, obraz), a także utrwalona na dowolnym nośniku (np. papier lub plik) i za pomocą dowolnych środków (pióro, komputer, telefon komórkowy). Konieczne jednak jest, by treść zapisana na dowolnym nośniku była możliwa do odtworzenia dla drugiej strony czynności prawnej, czy też na potrzeby postępowania sądowego.

Drugą z przesłanek jest takie złożenie oświadczenia woli, które pozwoli ustalić tożsamość osoby składającej owo oświadczenie, przy czym może to nastąpić, np. na podstawie samej treści dokumentu, lub też po zweryfikowaniu urządzenia za pomocą, którego zostało złożone oświadczenie.

Forma dokumentowa może zostać zastrzeżona dla określonej czynności prawnej jako forma umowna lub ustawowa. Znowelizowane przepisy już przewidują formę dokumentową w art. 720 §2 Kodeksu cywilnego, który stanowi, że umowa pożyczki, której wartość przenosi tysiąc złotych, wymaga zachowania formy dokumentowej. Jednak nie ulega wątpliwości, że podstawowe znaczenie forma dokumentowa będzie miała jako forma umowna.

Obecnie wprowadzone przepisy określają następstwa zastrzeżenia oraz zachowania formy dokumentowej. Zgodnie z art. 73 §1 K.c., jeżeli ustawa zastrzega dla określonej czynności formę dokumentową, czynność ta jest nieważna tylko, gdy ustawa przewiduje rygor nieważności.

Zastrzeżenie formy pisemnej albo dokumentowej bez rygoru nieważności skutkuje tym, że w przypadku niezachowania zastrzeżonej formy nie jest w sporze dopuszczalny dowód z zeznań świadków lub z przesłuchania stron na fakt dokonania czynności, chyba że zachowanie tej formy zastrzeżone zostało jedynie dla wywołania określonych skutków prawnych.

Tym samym należy mieć na uwadze wyjątki opisane w kolejnych paragrafach artykułu 74 K.c. oraz szczególne postanowienia dotyczące przedsiębiorców: W przypadku gdy umowę zawartą pomiędzy przedsiębiorcami bez zachowania formy dokumentowej jedna strona niezwłocznie potwierdzi w dokumencie skierowanym do drugiej strony, a dokument ten zawiera zmiany lub uzupełnienia umowy, niezmieniające istotnie jej treści, strony wiąże umowa o treści określonej w dokumencie potwierdzającym, chyba że druga strona niezwłocznie się temu sprzeciwiła w dokumencie.

Natomiast gdy strony umownie zastrzegą dla czynności prawnej formę dokumentową bez określania skutków niezachowania owej formy należy traktować ją jako zastrzeżoną wyłącznie dla celów dowodowych.

Wprowadzone zmiany z pewnością usprawnią i przyspieszą dokonywanie czynności prawnych. Zmiany w przepisach będą sporym ułatwieniem, szczególnie dla przedsiębiorców, którzy na co dzień opierają własne działania na elektronicznych sposobach wymiany informacji jak i również dla osób nie potrafiących czytać lub pisać.

W praktyce wprowadzona nowelizacja jednak może nieść pewne utrudnienia w ustalaniu tożsamości osoby składającej oświadczenie woli, a w związku z tym ryzyko dokonywania czynności pranych w oparciu o formę dokumentową.

 

 

 

 

Ustawa stoczniowa – nowa szansa dla przemysłu stoczniowego?

Dnia 10 sierpnia 2016 r. opublikowana została ustawa o aktywizacji przemysłu okrętowego i przemysłów komplementarnych.

Ustawa ma za zadanie aktywizować i rozwijać przemysł stoczniowy w Polsce poprzez  stworzenie nowych ram prawnych, organizacyjnych oraz finansowych. Ponadto przewiduje rozwój ośrodków badawczo-rozwojowych związanych z budownictwem okrętowym.

Powyższe cele mają być realizowane poprzez szeroko rozumiane udogodnienia w sferze m.in.:

  • prawa podatkowego – poprzez wprowadzenie zerowej stawki VAT na produkcję oraz import części i wyposażenia dla jak najszerszego katalogu jednostek pływających, jak również wprowadzenie nowego zryczałtowanego podatku od wartości sprzedanej produkcji w wysokości 1 %;
  • funkcjonowania specjalnych stref ekonomicznych, które będą mogły obejmować grunty przeznaczone na produkcję okrętową, działalność w zakresie budownictwa okrętowego i produkcji komplementarnej. Ustawa będzie dawać możliwość zwiększenia obszaru strefy na wniosek ministra właściwego do spraw gospodarki morskiej;
  • szeroko pojętego wsparcia publicznoprawnego, poprzez dopuszczenie branży okrętowej do dostępu do środków Unii Europejskiej, w tym między innymi do kredytu technologicznego czy premii technologicznej.

Zgodnie z opinią Ministerstwa wprowadzenie powyższych instrumentów ma realnie wpłynąć na konkurencyjność polskiego przemysłu okrętowego i przemysłów komplementarnych w warunkach nierównej konkurencji na rynkach międzynarodowych – w szczególności państw Azji Wschodniej.

Nowa ustawa przewiduje ponadto rozwój ośrodków badawczo-rozwojowych opracowujących innowacyjne typy statków, szczególnie pod względem rozwiązań proekologicznych.
Zgodnie z przedstawionymi przewidywaniami aktywizacja przemysłu okrętowego i przemysłów komplementarnych ma przyczynić się do zmniejszenia liczby osób, które po likwidacji stoczni produkcyjnych pozostały bez pracy. Ambitny plan Ministerstwa zakłada utworzenie ok. 3 tysięcy nowych miejsc pracy. Kluczowe wydają się być zapewnienia rządu, że wszystkie przewidziane przez ustawę instrumenty pomocy są zgodne z unijnymi regulacjami, chociaż na uwadze mieć należy fakt, iż akt ten nie był jeszcze konsultowany z Unią Europejską.

Pozostaje mieć nadzieje, że ustawa, która wejdzie w życie 1 stycznia 2017 r., stworzy realną – tak długo oczekiwaną – pomoc dla polskich przedsiębiorstw, odpowiadającą strategiom, celom oraz wizji rynku europejskiego strzeżonego przez Komisję Europejską. Co najważniejsze pomoc ta jednocześnie będzie wspierać rozwój oraz poprawę konkurencyjności całej polskiej gospodarki.

Tekst nowej ustawy znajdziecie Państwo tutaj.

 

Wywiad z mec. Maciejem Grudzińskim na portalu gospodarkamorska.pl

Na stronie branżowego portalu gospodarkamorska.pl ukazał się wywiad z mec. Maciejem Grudzińskim dotyczący m.in. specyfiki pracy z prawem morskim i ciekawymi zagadnieniami z zakresu shippingu. Mec. Grudziński odpowiadał na pytania dotyczące aresztu statków, ubezpieczeń morskich czy najczęstszych szkód powstałych w transporcie morskim.

Serdecznie zapraszamy do lektury: www.gospodarkamorska.pl

Herring Szczecin 2016

20 maja odbyło się w Szczecinie kolejne – dwudzieste pierwsze – międzynarodowe spotkanie branżowe Herring Szczecin 2016. Stanowi ono stały element w kalendarzu zarówno polskiej, jak i zagranicznej branży morskiej. Wśród uczestników tegorocznego spotkania nie zabrakło oczywiście wspólników Kancelarii „Rosicki, Grudziński & Co.” – radców prawnych Piotra Rosickiego oraz Macieja Grudzińskiego.

Przypominamy, że pierwsze spotkanie sektora morskiego – odbywające się wówczas jeszcze pod nazwą Baltic Herring Meeting – odbyło się w 1996 r. w Akademii Morskiej. Wówczas zgromadziło około czterystu gości. Do dnia dzisiejszego cieszy się opinią jednej z najważniejszych imprez tego typu w Polsce.

Udział w seminarium „The power of information in the fleet management”

14 marca w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym w Gdyni odbyło się seminarium „The power of information in the fleet management” zorganizowane przez firmę TRYGGMAR Ltd.

Uczestnicy seminarium nawiązali w swoich wystąpieniach do głównego tematu konferencji, to jest wpływu jakości informacji na decyzyjność w zarządzaniu flotą.

Prelegentem otwierającym seminarium był mec. Maciej Grudziński z Kancelarii Rosicki, Grudziński & Co. Głównym celem jego prezentacji było przedstawienie realnego ryzyka, na jakie narażony jest armator w sytuacji, gdy przepływ informacji wewnątrz firmy jest zakłócony.

Kancelaria Rosicki, Grudziński & Co. została zaproszona do wzięcia udziału w seminarium jako współautor najnowszego międzynarodowego opracowania o prawie morskim, wydawanego w języku angielskim w ramach publikacji pod tytułem „The International Comparative Legal Guide to Shipping Law”, publikowanej przez wydawnictwo Global Legal Group Ltd. z siedzibą w Londynie. W opracowaniu wzięły udział czołowe światowe kancelarie specjalizujące się w prawie morskim. Z prośbą o przygotowanie części dotyczącej Polski wydawcy zwrócili się do szczecińskiej kancelarii, podkreślając stałą obecność prawników zespołu Rosicki, Grudziński & Co. w sprawach dotyczących międzynarodowego obrotu morskiego.

Więcej informacji o seminarium znajdą Państwo na branżowym portalu internetowym Infomare.pl.